Opowiadanie Cudaka

2017-25-2--21-08-52
Standardowy

To jest kawałek tekstu od Cudaka. Przyłożyłam rękę tylko do delikatnej obróbki tekstu :)

___________________________________________________________________________

Była ciemna, ulewna noc. Wysoki blondyn z pogardą w oczach patrzący na świat, stał na wybrukowanym dziedzińcu ubrany w skórzany długi płaszcz i ulubiony kapelusz. Trzymał w dłoniach, odzianych w rękawiczki ze skóry, swoją ukochaną 1911. W ustach trzymał dominikańskie cygaro o rozkosznej nazwie Romeo i Julia – cóż za paradoks.

Rozkoszował się kroplami deszczu uderzającymi w jego twarz. Przed nim klęczał Alfredo – młody, włoski mafioso, który próbował swoich sił w nowym kraju.

Alfredo zdążył wyszeptać jedno zdanie: Jesteś skuteczny niczym sam diabeł, po którym można było usłyszeć dźwięk wystrzału, którego echo poszło w eter.

Blondyn nawet nie mrugnął. To nie była dla niego pierwsza taka robota. Uśmiechnął się krzywo. Musiał dbać o swoje interesy. W smugach deszczu zostawił ciało na dziedzińcu, po czym oddalił się, jak gdyby nic się nie stało.

Nigdy nie sprzątał miejsca zbrodni i nigdy nie używał tłumika. Przez myśl przebiegły mu obrazy z filmów, w których szczegółowo pokazywano magiczne działanie tej zabawki. Nigdy nie mógł się powstrzymać od pogardliwego uśmiechu, gdy o tym myślał.

Szedł przez miasto obserwując ludzi, ich zachowanie i wyraz twarzy. Nie znosił ich.

Ludzie bez przyszłości, bez ambicji i bez marzeń. Wpatrzeni w czubek własnego nosa, nieświadomi otoczenia. Rak toczący ludzkość. Ludzie, dla których zwierzę w telewizji ważniejsze jest niż własne dziecko. Drzewo w innej miejscowości zwraca uwagę bardziej niż planowanie jutra. Zdegradowane społeczeństwo, dążące do samozagłady. Gardził nim.

Udał się do swojego ulubionego baru, pod przykrywką niepozorności z powodu szczupłego wyglądu. Z jego oczu można było wyczytać zamyślenie, bystrość i skupienie.

Usiadł przy stoliku i czekał na kelnera, a gdy ten podszedł, nie przywitał się – nigdy tego nie robił. Whisky z lodem, wyszeptał ponurym głosem, odkładając przemoknięte cygaro. Spojrzał na kelnera spod kapelusza i zauważył pot spływający po jego twarzy. Zawsze zwracał uwagę na szczegóły. Kelner wzdrygnął się, odpowiadając: Już podaję, panie Mikołaju. Doskonale wiedział, co oznacza to zamówienie. Mikołaj zawsze zamawiał whisky z lodem, gdy pozbawił kogoś życia. Każdy pracownik baru to wiedział.

Czemu nigdy tego nie zgłaszali? Jednak lepiej zadać inne pytanie.

Czy doniósłbyś na swojego szefa, który dodatkowo jest szefem mafii, trzymającej ręce na tranzycie: narkotyków, alkoholu i samochodów w całym kraju?

Łatwo jest donieść, jednak zachować życie po donosie to zupełnie inna sprawa, a Mikołaj był mistrzem w swoim fachu.