List do Ciebie

423-czarne-serce (3)
Strona

Siedziałam przy biurku, a przede mną leżała pusta kartka i ulubione pióro. Od kilku dni miałam mętlik w głowie. Każda myśl przyćmiewała inną. Nie byłam pewna swoich uczuć. Nie byłam zdolna do niczego. Puste pomarańczowe ściany osaczały mnie. Cichy odgłos kropli uderzających o parapet i szyby na zmianę z piosenką happysadu trzymał mnie jeszcze w ryzach normalności. Byłam bliska szaleństwa. Przez niego. Nie miałam nawet sił płakać. Czułam się pusta. Czułam się niczym.

Powoli wzięłam pióro do drżącej dłoni i zaczęłam pisać. A z każdym słowem coraz mocniej coś kłuło mnie w serce.

„Obiecałam, że Cię któregoś dnia wrzucę pod tramwaj, że Twoje miasto spalę dzięki koktajlowi Mołotowa, że zapomnę o Tobie upijając się winem, że wykasuję wszystkie archiwa, w których jest chociaż malutka cząstka Ciebie, że po prostu wcisnę ‚delete’ i znikniesz. Ale nie znikłeś.

Jestem prawdziwą idiotką, ponieważ napisałam, chcąc się dowiedzieć dlaczego wszystko się w taki sposób skończyło. Pisałeś ze mną do momentu, w którym niespodziewanie oto zapytałam. Wmawiasz mi, że te wszystkie imiona dziewczyn z nieodłącznym znakiem ‚<3′ to tylko koleżanki, aż w końcu się przyznałeś, że chyba z jedną z nich Ci wyjdzie. Skłamałam życząc Ci powodzenia, Ty podziękowałeś, chociaż pewnie nie masz kompletnie zielonego pojęcia, że to była kpina. Spytałeś o maturę, o to co u mnie słychać – jakby to Cię interesowało. Nie skłamałam, chociaż mogłam napisać, że jest zajebiście i mam faceta, który mnie docenia pod każdym względem. Byłam szczera, podczas gdy Ty taki nie potrafiłeś być. Maturami przygniotłam Cię totalnie, bo Ty przecież nigdy nie będziesz jej miał, bo nauka nie jest dla Ciebie ważna. Skarbie, Twoje wszystkie zalety są złudne, już nie mówiąc o każdej cholernej obietnicy, która wyszła z Twoich ust. Twierdziłeś, że masz niską samoocenę i że żadna dziewczyna Cię nie chce. Wyszło na to, że jestem dla Ciebie nikim.

Pozwoliłeś sobie pobawić się mną i się dowartościować, a ja z tego miejsca życzę Ci, abyś poczuł to, co ja czuję. Żebyś w końcu zrozumiał, że uczuciami się nie bawi. I skoro udajesz, że tej rozmowy wcale nie było, proszę bardzo, od tej chwili nie istniejesz w moim życiu, rozumiesz? Nie istniejesz! Może kiedyś się spotkamy i wiem doskonale, że jeśli będę miała faceta to będzie on od Ciebie lepszy pod każdym względem. A na dodatek, wcale nie będzie mu przeszkadzało, że jego dziewczyna nie daje się każdemu chłopakowi obściskiwać i całować, ani trzymać za rękę i tulić. Wiem, że dla kogoś będę ideałem. I jestem wręcz przekonana, że nie pozwoli mi odejść. Nigdy.

Chciałabym móc Cię nienawidzić, bo może wtedy nie dawałabym każdemu kolejnemu facetowi kosza, usprawiedliwiając się głupią wymówką pt: ‚ale on nie jest Tobą’. Mimo wszystko, wciąż wierzę, że gdzieś na tym świecie istnieje facet idealny dla mnie. I naprawdę zrobię wszystko, żeby mu ułatwić drogę, jeśli tylko będę miała pewność, że to właśnie Ten. Póki co, od dzisiaj zaczynam żyć bez Ciebie – zarówno w moich myślach, snach, życiu codziennym i ponadto, gdzieś w kącie swojego serca. Bo chociaż Cię nigdy nie kochałam, to jednak coś poczułam. Nie umiem tego nazwać i nawet nie chcę, bo to coś jest tak przegrane jak Ty sam.

Mówili mi, abym dała sobie spokój i abym zapomniała – szkoda, że dotarło to do mnie dopiero dzisiaj, akurat po dwóch większych łykach wina, jednego łyka drinka i trzech łykach piwa. Zrozumiałam, że nie jesteś wart ani jednej mojej sekundy. Straciłam jedynie czas, zmarnowałam kilka paczek chusteczek, zjadłam za dużo czekolady.

I czuję się z tym wyjątkowo zajebiście – jak nigdy przedtem. Potrzebowałam bowiem trochę czasu i choć dalej jestem uważana za normalną dziewczynę, która – w obecności swoich dobrych kumpeli i kumpli – nie obsmarowuje Cię wyjątkowo wulgarnymi słowami to wiedz, że to właśnie dlatego, że nie jesteś niczego wart. Jestem zbyt mądra, aby przejmować się non stop kimś takim jak Ty.

Zaczynam budować swój świat od nowa. W niedzielę będzie wielki dzień – mój przełom. I od tej chwili jestem naprawdę wolna od wszystkiego – od Ciebie, od wszystkich bolesnych wspomnień, od tego całego cholerstwa, które przez lata nie dało mi spać lub spędzało mi miłe sny z powiek. Jestem tym, kim jestem i nie zmienię niczego w sobie, aby komuś innemu odpowiadało. Jeżeli ktoś chce mnie pokochać, to niech mnie pokocha mimo tych wszystkich cech, które będzie u mnie nienawidził – bo dopiero taki czyn świadczy o ogromnym zaangażowaniu w życie drugiego człowieka.

Po 15 minutach, podczas których okazałam się naprawdę twarda, usunęłam całe archiwum z Twoimi rozmowami, jak i z innymi ludźmi, z którymi nie chcę mieć już do czynienia. Czuję się już o wiele lepiej – jest mi nieziemsko lżej.

I już nie będę czekać i żałuję, że kiedyś chciałam i próbowałam Cię przy sobie zatrzymać. Mogłam od razu pozwolić Ci odejść, ale walczyłam – już nie wiem nawet w imię czego. I w obecności innego faceta, już nigdy moje myśli nie uciekną w Twoją stronę. Stworzyłam sobie nowe zasady i świat, w którym już nie ma miejsca dla Ciebie.

Bo tak naprawdę żaden facet nie jest wart łez dziewczyny, bo ten, który będzie wart pozwoli jej płakać tylko ze szczęścia – i vice versa, darling.

I dalej będę słuchała smutnych piosenek, bo tak chcę, bo potrzebuję tego. Zaburzyłeś moją równowagę życiową, ale to się już zmieniło. Twoje imię, które tak mocno wryło mi się w pamięć, zaczęło znikać, tak jak wszystko inne.

I choć wiem, że spełniło się moje życzenie, bo bardzo chciałam chociaż raz coś poczuć i nawet byłam w stanie cierpieć, byleby tylko coś poczuć – to poczułam coś i nawet tego nie żałuję do końca, bo przynajmniej mam pewność, że jestem w stanie kogoś pokochać. Od teraz moje życzenie będzie brzmiało inaczej i mam nadzieję, że się spełni, abym mogła być naprawdę szczęśliwa, tak bardzo, cholernie mocno, szczęśliwa.

Szczęśliwa. Bez Ciebie.”

Powoli, wręcz bezszelestnie odłożyłam pióro. Przyjrzałam się zapisanej kartce od razu zauważając miejsca, przy których mocniej przyciskałam stalówkę do papieru. Nie chciałam tego listu wysłać. Nawet nie przypuszczałam, że zamiast kartki z pamiętnika zrobię list pełen wyrzutów i bólu. Byłam na siebie zła, bo przecież nigdy nie odzierałam się z uczuć. Nawet na papierze. Niespodziewanie wstałam, wyciągnęłam z szuflady zapałki. Drżącymi palcami próbowałam zapalić jedną, potem kolejną i kolejną. Łamały się. Zaczęłam płakać. W końcu udało mi się. Złapałam list i bez zastanowienia przyłożyłam zapaloną zapałkę do papieru.

3 sekundy i list zaczął się palić. Powoli znikały słowa, żal, smutek. Znikał on. I kiedy kartka praktycznie cała zniknęła, poczułam jak w moim sercu zaczęła się palić dziura. Głęboka otchłań, która pożerała moje wszystkie uczucia. Pustka okazała się niczym w porównaniu do ognia.

Wypuściłam spomiędzy palców resztki papieru. Patrzyłam jak kołyszą się w powietrzu, aby na koniec po prostu upaść.

Zamknęłam oczy.

Ile Cię trzeba dotknąć razy żeby się człowiek poparzył?

No ale tak żeby już więcej ani razu

Żeby już więcej za nic

Żeby już więcej nie miał odwagi

No ile razy?! Razy, razy, razy, razy, razy…

Otworzyłam oczy.

W mojej głowie pojawiła się jedna myśl Mimo wszystko, bądź szczęśliwy.

Koniec

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>